Kwiecień 2021

Jak nie wziąłem roweru w leasingu

Autor: Andrzej Grzechociński, Business and Product Development Director w LeaseTech.
Nie jestem rowerowym maniakiem, ale z pewnością można uznać mnie za pasjonata. W ciągu ostatnich 20 lat jeździłem na przyzwoitym hard-trailu MTB. Przez ten czas trendów specjalnie nie śledziłem, a to właśnie wtedy pojawiły się nowe dla mnie pojęcia: full, tarcze, dwudziestki dziewiątki. W końcu zdecydowałem się na zmianę. Tak zaczęły się moje poszukiwania tego jedynego optymalnego roweru na kolejne parę lat. Ponieważ prowadzę działalność gospodarczą, pomyślałem od razu o opcji finansowania zakupu leasingiem.

Inna strona leasingu

W końcu znalazłem ten – optymalny rower – tyle, że poza Polską. Sprawa dalej wydawała się oczywista. Okazuje się, że mimo tego, że sprzedaż jednośladów osiąga w ostatnim czasie rekordowe poziomy, produkt ten na rynku leasingu nie jest już tak samo popularny. Znalazłem dosłownie kilka firm, które były w stanie zaoferować mi leasing roweru. Otrzymałem mailowe oferty, przyszedł więc czas na wybór odpowiedniej i zamówienie wybranej maszyny. Podczas kolejnych rozmów telefonicznych z doradcami leasingu okazało się, że można w Polsce wziąć w leasing rower, ale tylko ten kupiony w Polsce od polskiego dystrybutora. Jedyna opcja, jaka mi pozostała, to leasing zwrotny, czyli taki, gdzie muszę najpierw dokonać zakupu, a później odsprzedać jednoślad firmie leasingowej.

Na tym etapie, na placu boju z ograniczonego grona przedsiębiorstw leasingowych, zostały już tylko dwie firmy. Ich wnioski zawierały odpowiednio po 6 stron każdy wraz z różnymi zgodami: marketingowymi, ubezpieczeniowymi, kontaktowymi, typu BIK, itp. Wszystko w plikach PDF do wydrukowania i do wypełnienia na papierze. Co więcej, wymagane było przekazanie informacji o moich: nieruchomościach, kredytach i innych zobowiązaniach, posiadanych akcjach itp. Do tego dodatkowo potrzebna była dokumentacja, faktura proforma, PIT z UPO, Wydruki z KPiR za 2019, 2020, fotografie przedmiotu leasingu. To wszystko do zakupu jednego roweru, nie drogiej maszyny rolniczej, nie linii montażowej.

Spędziłem na przeczytaniu, wypełnieniu i przygotowaniu całej dokumentacji ponad 5 godzin. Moje zacięcie wynikało z tego, że z jednej strony chodziło o realizację marzenia, a z drugiej chciałem na własnej skórze przetestować jak w takim przypadku sprawdzi się leasing (skoro wciąż pracuję zawodowo dla branży leasingowej). To pokazało mi, że to właśnie optymalizacja procesu leasingowego jest kluczem do przyciągnięcia klienta.

Jak poprawić leasing na rowery – i nie tylko?

Proces leasingowy przy zakupie roweru zawiódł mnie jako klienta z kilku powodów. Już na początku by dostać ofertę musiałem odbyć kilka rozmów zanim dotarłem do osoby, która mogła coś powiedzieć o leasingu roweru. Przesłane wnioski leasingowe były trudne do przebrnięcia, zbyt długie i zbierające – jak na moje oko – zbyt wiele wrażliwych informacji o mnie w stosunku do zobowiązania jakie planowałem otrzymać. Pewna optymalizacja procesu wystarczyłaby, by klient faktycznie dostarczał niezbędne informacje odpowiednie do wartości środka. Z kolei dalsza automatyzacja pozwoliłaby uprościć proces i odciążyć klienta, który w tym scenariuszu musiał zmierzyć się z dokumentacją w nieproporcjonalnej ilości. Co więcej, produkty cyfrowe pozwalające na realizację tych celów są już dostępne na polskim rynku usług leasingowych i mogłyby pomóc w tego typu sytuacjach.

Wiele do życzenia pozostawiały także doświadczenia klienta, jakie generuje taki proces. Obawa o bezpieczeństwo danych była tu jedynie wisienką na torcie. Mój niepokój potęgowały też inne problemy, takie jak: długi czas oczekiwania na kontakt, nieintuicyjne podejście wymagające ciągłego wsparcia doradcy, niejasne kryteria udzielania leasingu zwrotnego na rowery czy już wspomniany uciążliwy proces składania dokumentów.

W opisywanym przeze mnie przypadku technologie mogłyby odegrać kluczową rolę. Po pierwsze, pomogłyby mi, jako klientowi, szybciej porównać oferty. Po drugie, na etapie ich wyboru i wypełniania niezbędnej dokumentacji nie zostałbym zamknięty w błędnym kole złożonym z drukowania, wypełniania i skanowania kolejnych arkuszy. Po trzecie, lecz nie mniej ważne, cała decyzja zakupowa nie zajęłaby mi aż kilku dni. To właśnie te czynniki przesądziły o tym, że nie zdecydowałem się doprowadzić zakupu do końca – na czym straciliśmy i ja, i firma leasingowa.

Leasing na początku długiej drogi

Mój przykład doskonale pokazuje, że pomimo faktu, że cyfryzacja w ostatnim roku przyspieszyła, jest w branży leasingowej jeszcze trochę do zrobienia. Przygotowując te wszystkie dokumenty z moimi wrażliwymi danymi do wysłania zwykłym mailem jeszcze mocniej dotarło do mnie, że obecnie kontakt z firmą leasingową nie jest dla klienta ani wygodny, ani do końca bezpieczny. Rozczarowanie było tym większe, że mam świadomość, że rozwiązania mogące ułatwić mi i wielu innym klientom leasing drobnych przedmiotów już istnieją – chociaż nie zostały dostrzeżone przez firmy specjalizujące się właśnie w tego typu usługach.

PS. W końcu nie wysłałem tych dokumentów. Inaczej zrealizowałem swoje marzenie. Mam jednak nadzieję, że sytuacja powstała w ostatnim roku pomoże w dalszej optymalizacji procesów leasingowych, bo potencjał jak widać po moim przypadku jest.

Autor
Andrzej Grzechociński
Business and Product Development Director w LeaseTech
LinkedIn profile:

Masz pytania?

Skontaktuj się z nami!

Paweł Krasuski

Executive Sales Director +48 506 967 246

    Ailleon
    al. Jana Pawła II 43b
    Budynek Podium Park
    31-864 Kraków